Strona główna » Użyteczność

Usability i UX w metaforach

22 lutego 2011 napisała Ewa [ 3 odpowiedzi ] Drukuj wpis

Usability, user experience, projektowanie interakcji, architektura informacji – to terminy stosunkowo nowe w Polsce. Sama branża ma trudności z uporządkowaniem tej nomenklatury (o problemach z terminologią pisał już Maciek Lipiec). Tym bardziej terminy te są obce i tajemnicze dla osób nie obcujących z nimi na co dzień.

Jak wyjaśnić klientowi, czym jest user experience? Jak wytłumaczyć rodzinie, czym się zajmuję? Na pomoc przychodzą metafory, analogie i porównania.

1. Użyteczności, Ty jesteś jak zdrowie…

…ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto Cię stracił.

Użytecznością nie zaprzątamy sobie głowy, nie doceniamy jej, dopóki nie natrafimy na problemy. Rzadko się zdarza, aby serwis czy aplikacja były chwalone za to, że są użyteczne. Użytkownicy tego oczekują i wymagają. Natomiast, gdy pojawiają się trudności, pojawia się i niezadowolenie użytkowników.

2. Użyteczność jest jak miłość.

Trzeba ją pielęgnować i wsłuchać się w jej potrzeby. Trzeba też być gotowym i chętnym do poprawy. Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Będziemy popełniać błędy, ale dzięki nim nasze projekty będą coraz lepsze i dojrzalsze.

(na podstawie: http://www.inspireux.com/2008/07/04/usability-is-like-love )

3. Słaba użyteczność jest jak jazda samochodem po nieznanym terenie bez mapy.

O ile nie masz nadprzyrodzonego daru odnajdywania drogi, wcześniej czy później się zgubisz. A im dłużej będziesz błądzić, tym bardziej twój poziom irytacji będzie rósł. Co więcej, w przyszłości cała ta okolica będzie ci się źle kojarzyć i raczej nie wrócisz z własnej nieprzymuszonej woli. Zupełnie tak, jak sfrustrowani użytkownicy zagubieni w zagmatwanej nawigacji nieużytecznego serwisu.

(na podstawie http://www.chromaticsites.com/blog/the-dos-and-donts-of-website-navigation-usability/ )

4. Słaba użyteczność jest jak cieknąca rura.
Bad usability is like a leaky pipe

Stosunkowo duża liczba użytkowników trafia do serwisu. Zwykle przychodzą z konkretnym celem (znalezienie informacji, zakup, itp.). Jednak za każdym razem, gdy napotykają na problem z użytecznością, część z nich rezygnuje – odpływają jak kropelki z cieknącej rury. A im więcej takich przeciekających miejsc, tym więcej kropelek, które w perspektywie czasu formują znaczący strumień strat. Poprawa użyteczności polega na identyfikowaniu i uszczelnianiu tych przecieków, aby jak najwięcej użytkowników z powodzeniem mogło osiągnąć cel swej wizyty.

(na podstawie: http://www.90percentofeverything.com/2006/11/13/bad-usability-is-like-a-leaky-pipe/)

5. Użyteczność jest jak gotowanie.

Efekty gotowania są potrzebne każdemu. Praktycznie każdy jest w stanie coś samemu upichcić – czy to jajecznicę, czy partyzanckie testy użyteczności. A opanowanie podstaw nie wymaga zaawansowanej nauki. Jednakże jest różnica między znakomitym posiłkiem przyrządzonym przez szefa kuchni w dobrej restauracji, a skleconym w biegu obiadkiem. Nie oznacza to wprawdzie, że codziennie trzeba jadać w luksusowych lokalach. Wszystko jest kwestią zachowania równowagi i dostosowania się do okoliczności.

(na podstawie: http://www.useit.com/alertbox/anybody-usability.html)

6. Architektura informacji a porządek w kuchni.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę w kuchni. W kuchni mamy sztućce. Zwykle jest szuflada, gdzie trzymamy noże, widelce, łyżki. Ale często jest i druga, gdzie wkładamy chochle, łyżki do lodów, warzechy, trzepaczki, itp.

Dopóki mieszkamy sami, to dobrze wiemy gdzie jest miejsce poszczególnych sztućców. Gdy jednak dzielimy mieszkanie, sytuacja się komplikuje, a zawartość szuflad zmienia się w zależności od tego, kto opróżnia zmywarkę. Ja wrzucę pałeczki do przegródki z widelcami, ale czasem znajduje je razem z warzechami. Nóż do pizzy razem z nożami czy z tasakiem?

Oczywiście można drugą osobę prośbą i groźbą nauczyć, gdzie jest czego miejsce, ale te różnice w chowaniu kuchennych przyrządów świetnie odzwierciedlają problemy, jakimi zajmuje się architektura informacji. Najwygodniejszy dla danej osoby rozkład akcesoriów wynika z tego, co zwykle w kuchni robi i z czego korzysta. Jeśli często jem lody, chcę mieć łyżkę do nich pod ręką, a nie za każdym razem dokopywać się do niej przez stertę chochel i trzepaczek. Za to nie widzę potrzeby trzymania otwieracza do butelek na wierzchu.

(na podstawie: http://www.cmswire.com/cms/information-management/emptying-the-dishwasher-making-information-architecture-real-for-endusers-008784.php )

7. User experience jak góra lodowa.

Strona wizualna stanowi tylko wierzchołek góry. To, co buduje lwią jego część, jest ukryte pod powierzchnią. Analiza potrzeb i oczekiwań użytkowników, określenie wymagań, architektura informacji, projekt interakcji, nawigacja, interfejs – gołym okiem ich nie widać, ale są podstawą.

(na podstawie: http://www.slideshare.net/trevor.vangorp/ux-iceberg1 – wariacja nt. schematu J. J. Garretta The Elements of User Experience).

8. User experience na przykładzie randki.

W prawdzie autor plakatu używa terminu “architektura informacji”, ale poniższy przykład ilustruje cały proces projektowania doświadczeń użytkownika.

Najpierw określamy wymagania wobec partnera, z którym chcemy się umówić (powiedzmy, że musi kochać psy). Obserwujemy jak inni podrywają, czyli analizujemy konkurencję (oglądamy innych w akcji). Wybieramy partnera, z którym się spotkamy (czyli grupę docelową – żeby nie trafić na hodowcę kotów bądź alergika). Wyobrażamy sobie jaki ów partner może być przy bliższym poznaniu i jak się będzie zachowywać (opracowujemy scenariusze). Przygotowujemy niezbędne elementy randki – strój, perfumy, miejsce, muzyka. Analizujemy jakie mamy opcje, wybieramy najbardziej odpowiednie i przewidujemy działania na różne okazje, w zależności od tego jak wieczór się potoczy (randka w kinie czy romantyczny spacer z psem). Szkicujemy plan wieczoru – gdzie pójdziemy, gdzie siądziemy, itp. Aż wreszcie nadchodzi dzień randki i mamy okazję zrewidować skuteczność naszych przygotowań w praktyce.

(na podstawie: http://www.miyukishimbo.com/documents/dating_poster.pdf)

9. Przekonywanie do inwestycji w user experience jest jak obracanie wielkiego statku.

Tak jak uświadomienie wartości user experience dla firmy, rozpoczęcie obrotu statku wymaga dużych nakładów energii. Obraca się powoli. Cały obrót zajmuje szeroki obszar terenu. Zajmuje też sporo czasu. Ale gdy już się obróci, równie ciężko jest cofnąć tę zmianę.

(na podstawie posta dostępnego już tylko w webarchive: http://web.archive.org/web/20070225215834/http://re-frame.info/blog/index.php/2006/11/07/user-experience-is-like-a-big-cargo-ship/)

10. Tworzenie serwisów i aplikacji na przykładzie projektu huśtawki.

Jak nierzadko w praktyce wygląda tworzenie projektów– sugestywny obraz, który nie wymaga specjalnego komentarza. Oczywiście jako przestroga, nie wzór godny naśladowania :)

(obrazek pożyczony z: http://static.zooomr.com/images/3733898_810f1f2c70.jpg)

Autorka

Ewa Sobula

www: http://www.linkedin.com/pub/ewa-sobula/30/407/694
UX designer w Sabre Airline Solutions. Umiejętności badawcze i analityczne rozwijała na socjologii, by lepiej rozumieć użytkowników. Równolegle uczyła się tworzenia serwisów internetowych, by poznać technologiczne możliwości i ograniczenia. Teraz z przyjemnością łączy te kompetencje projektując i badając serwisy. Czytaj więcej
Tagi: , , ,
  • Pingback: Blog: uxbite.com - Moonopol.pl

  • huki

    Ja swoje zamiłowanie do Usability i UX odkrywam przemeblowując pokoje :)

    Za każdym razem jak się wprowadzam do nowego, to kilka dni myślę, co by tu przestawić, żeby było jak najlepiej. Potem sprawdzam różne ustawienia, aż dojdę do tego najbardziej optymalnego, nawet doniczka z kwiatkiem się liczy.

    Ostatni projekt dotyczył przestawienia stołu i szafy. Szkoda, że nie mogę zaprezentować tutaj case study z tego przemeblowania, bo rezultaty przeszły moje najśmielsze oczekiwania – jak można z ciasnego pokoju, tylko przy użyciu swojej głowy, zrobić przytulny kącik :P

  • http://www.divela.eu Dorota

    Fantastyczny artykuł, żałuję że dopiero dzisiaj go znalazłam. Gratulacje!